Tour po muzeach motoryzacji. Część pierwsza - Mulhouse.

Kategoria: InneTour po muzeach motoryzacji. Część pierwsza



FotoRR
7 Marzec 2010, 20:31
Pewnego grudniowego dnia, dokonując rutynowego przeglądu internetu, natrafiłem na wzmiankę o niezwykle interesującej wystawie czasowej  w museum mobile w Ingolstadt. Doskonale pamiętam, że pomyślałem, iż  warto  byłoby ją odwiedzić.  Wszak nie wiadomo kiedy i czy w ogóle będzie możliwość zobaczenia na żywo wszystkich istniejących na świecie Auto Unionów. Przynajmniej tych, o których wiadomo.   I jak w większości przypadków, na myśleniu się skończyło. Poniekąd nie zdziwiło mnie, że kolejne z motoryzacyjnych marzeń ląduje w koszu. Ale…

Zaledwie miesiąc później dostałem wiadomość na gadu-gadu od Roberta, która brzmiała mniej więcej tak: „Na przełomie lutego i marca chcemy jechać z Ireną do Ingolstadt, piszesz się?” Odpowiedź mogła być tylko jedna. Tym sposobem rozpoczął się miesiąc przygotowań mentalnych na konfrontację z ikonami motoryzacji.

Co jakiś czas docierały do mnie nowe plany wyjazdu. Ustalono dwa stałe, niezmienne punkty programu. Wspomniane powyżej Ingolstadt i legendarną kolekcję braci Schlumpf w Mulhouse na północy Francji. Ponieważ mapa z naniesionymi muzeami motoryzacyjnymi na południu Niemiec przypomina dziecko chore na ospę, znalezienie kolejnych kolekcji, do których można zajrzeć dysponując tylko trzema wolnymi dniami, stanowiło nie lada wyzwanie. Tematycznie najbliższy naszemu wyjazdowi był Stuttgart. Problem rozwiązali, jak zresztą większość w obecnych czasach, ekolodzy, którzy w którejś z ustaw stwierdzili, że nasz transporter z silnikiem Diesla stanowi zbyt duże zagrożenie i narusza nie tylko normy emisji spalin, ale i… terytorium strefy ekologicznej, w której niestety jest ulokowane Muzeum Mercedesa. Zgodnie uznaliśmy, że korzystanie z transportu publicznego na wyprawie tego typu to profanacja, więc zamiast Stuttgartu padło na…. Hockenheim 
Po przebyciu ponad tysiąca kilometrów dotarliśmy do centrum Mulhouse. Zmęczenie oczywiście dawało o sobie znać, ale spróbujcie zasnąć, gdy wiecie, że już następnego dnia znajdziecie się w świętym miejscu dla każdego pasjonata motoryzacji.

Punkt dziesiąta. Stoimy przy kasie. Do głównej części ekspozycji prowadzi zaciemniony korytarz. Emocje stopniują dźwięki silników „Bugatek”, archiwalne filmy wyświetlane na ścianach. Przechodzimy mostek, rzucając okiem na modele Atalante. Spokojnie, za jakiś czas zejdziemy na dół. Pierwsza z gablot zawiera kilkaset ozdobnych figurek wieńczących osłony chłodnic samochodów, głównie z lat 20-tych i 30-tych ubiegłego wieku. Niektóre z nich to dzieła sztuki rzeźbione przez uznanych artystów. Skoro tak się zaczyna, to co będzie dalej?

Pierwsza, niewielka hala, poświęcona jest braciom Schlumpf i ich konsekwentnie realizowanej pasji. Dzięki fascynacji klasyczną motoryzacją dwóch przemysłowców branży włókienniczej i niezwykłych kolei losu całego zbioru, możemy dziś oglądać jedną z najwspanialszych kolekcji zabytkowych samochodów na świecie. Spojrzenie na główną halę przytłacza. Już wiemy, że siedem godzin nie wystarczy. Siedem godzin w muzeum! Wyobrażacie sobie?

Spoglądając raz w lewo, raz w prawo odnajdujemy modele znane dotychczas z książek, filmów, czasopism. Wszystko pod jednym dachem. Ogromna hala, w której zgromadzono marzenia kilku pokoleń! Wrażenie dostojeństwa potęguje ok. 900 (sic!) stylizowanych lamp, wzorowanych na tych z paryskiego mostu Aleksandra III. Chyba nie można godniej prezentować takiego zbioru. Poczucie estetyki Francuzów docenia się szczególnie wtedy, gdy następnego dnia oglądacie niemieckie Sinsheim. Równie wspaniałe samochody, ale czegoś jakby brakowało…

Ekspozycję otwiera parowy Jacquot z 1878r. - najstarszy eksponat w kolekcji. Następnie podążamy chronologicznie, aż do lat 90-tych ubiegłego wieku, które reprezentuje Ferrari 512TR w nietypowym srebrnym kolorze. Przechadzając się alejkami, zwiedzającemu nieustannie towarzyszy uczucie, że nie zobaczy wszystkiego. Całkiem słusznie. Ale od początku. Pierwsza z alejek poświęcona jest czasom pionierskim automobilizmu. Myli się jednak ten, kto twierdzi, że w czymś o wyglądzie bryczki i poruszającego się niewiele szybciej od biegnącego człowieka, nie ma nic fascynującego. Zgromadzone w jednym miejscu nietypowe konstrukcje skłaniają do refleksji – jak bardzo różnorodne kierunki obierali ówcześni konstruktorzy.

Druga alejka to konstrukcje z okresu I Wojny Światowej i lat dwudziestych ubiegłego wieku. Tutaj znajduje się również wystawa interaktywna, jak w każdej nowoczesnej placówce muzealnej. Co godzinę chętni mogą spróbować odpalić Citroena z lat XX-tych przy pomocy korby oraz wsiąść do wyścigowego „cygara” Talbota. Zajmując miejsce w kabinie, nabieramy niewiarygodnego wręcz szacunku dla kierowców wyścigowych z tamtej epoki. Aż do późnych lat 60-tych jedynym środkiem ochronnym były gogle, skórzana pilotka lub legendarny „orzeszek” oraz mocny chwyt na kierownicy, aby nie wypaść z samochodu. Choć kto wie, co lepsze… Jedno jest pewne. Zajęcie miejsca w klaustrofobicznym, pomimo braku drzwi, kokpicie dostarcza znacznie więcej frajdy, jak kolejna atrakcja, czyli wizyta w symulatorze dachowania. Może dlatego, że dodając zbyt mocno gazu wywalamy pospolitego Peugeota 206.

Idziemy dalej. Po minięciu kilkudziesięciu samochodów, gdzie przy każdym z nich nie jesteśmy w stanie spędzić więcej czasu niż 2, 3 minuty (wspomniane poczucie winy, że możemy nie zobaczyć wszystkiego)dochodzimy do nawrotu i…. alejka samochodów z lat 30-tych i 40-tych. Właśnie tutaj przychodzi pierwszy kryzys. Wspaniałe Bugatti 57, Alfa 8C 2900, Mercedesy. Za dużo na raz, a nawet nie jesteśmy w 1/3! Chwilkę oddechu łapiemy na samochodach dla ludu. Jednym z pierwszych powojennych Citroenów 2CV, Renault 4CV, czy…. Trabancie, stanowiącym dar dla muzeum redakcji lokalnego dziennika. Wg nas wątpliwy prezent, ale darowanemu…

Po kilku oznakach „normalności” przed oczyma stają prototypowe konstrukcje, między innymi Panhard Dynavia oraz przedziwne konstrukcje karosowane przez Paula Arzensa, w tym roadster na podwoziu Buicka o długości…. 7m! Powoli zaczynamy nie zwracać uwagi na takie auta jak Horch, Maybach, czy Hispano Suiza. Czas leci, a przed nami osobna część poświęcona wyścigówkom.

Przemierzając długi korytarz, wkraczamy w inny wymiar. Po lewej Le Mans, w tym takie perły jak Porsche 908, 935 i 956. Po prawej F1 – od lat współczesnych do początków królowej sportów motorowych, łącznie kilkadziesiąt bolidów! Zaraz na początku byliśmy świadkami wprowadzania nowego eksponatu – Benettona z połowy lat 90-tych. Osobiście byłem zniesmaczony. Kilku pracowników traktowało bolid Schumachera jak worek kartofli. Przynajmniej takie było moje odczucie. Dla tych ludzi to codzienność. Ciekawe, czy zdają sobie sprawę ile osób chciałoby znaleźć się na ich miejscu… Kiedyś rozmawiałem z pracownikiem Audi Tradition, który twierdził, że po kilkunastu latach przechodzi się koło takich wozów obojętnie. Mimo wszystko, nie wierzę mu. Tak się po prostu nie da…
Ponieważ obraliśmy zły kierunek zwiedzania ekspozycji aut sportowych (wszystko przez Audi R8), cofaliśmy się do początków sportu motorowego. Wśród szeregu Bugatti zwraca szczególną uwagę tzw. „tank”, czyli 32-ka z aerodynamiczną karoserią wzorowaną na przekroju skrzydła samolotu. Ostatnim autem wyścigowym jest Serpollet z 1902r. o napędzie… parowym!

Przekraczając bramę ekspozycji „wyścigówek”, trafiamy z jednego motoryzacyjnego raju do… kolejnego. W kąciku czekają na zainteresowanych Peugeot 205T16, Renault 5Turbo oraz Ford RS200. Do szacownego grona rajdówek dołączyło tego dnia również Renault Megane Maxi. Ostatnim samochodem stricte rajdowym w Mulhouse jest dakarowe Porsche 959 Rene Metge.

W najbardziej odległym miejscu ekspozycji, na obrotowej platformie, nieco nieśmiało prezentowany jest godny kontynuator tradycji Bugatti – Veyron. Ta marka w Mulhouse jest reprezentowana najliczniej, wydaje mi się, że jest ich tutaj powyżej setki. Pozostała nam jeszcze ta jedna, najważniejsza. Kierujemy zatem swe kroki do ostatniej z hal, w której panuje majestatyczny półmrok. To właśnie w „galerii mistrzów” stoi Bugatti Royale 41 Coupe Napoleon. Eksponowane na specjalnym podwyższeniu wraz z kolejnym, w pełni zamkniętym „Royalem”, dzieła sztuki Ettore Bugattiego spychają w cień pozostałe, luksusowe limuzyny. Wśród nich znajdują się m.in. Maybach, Hispano Suiza, Isotta-Fraschini, czy Rolls-Royce. Widać, jak dumni są Francuzi z tych samochodów. I słusznie. Royale wywiera na żywo piorunujące wrażenie, to jedno z tych aut, które po prostu trzeba zobaczyć na żywo…

Zbliża się 17, godzina zamknięcia muzeum. Wychodząc oglądamy odtworzonego Royale’a z otwartym nadwoziem i różne wersje Atalante. W ostatniej chwili zauważamy w magazynie kolejne niezwykłe pojazdy. To prototypowe EB118 i EB218 autorstwa Giorgetto Giugiaro z końca lat 90-tych. Niestety, nie ma możliwości oglądnięcia tych samochodów z bliska. Jeszcze, ponieważ kwestią czasu jest zasilenie przez nie wspaniałej kolekcji. Swoją drogą, nie sposób ogarnąć, co jeszcze może znajdować się w muzealnym depozytarium oraz warsztatach przylegających do hali ekspozycyjnej…

Opuszczamy Cité de l’Automobile, motoryzacyjny raj na ziemi, przy akompaniamencie silników historycznych „bugatek”. Po raz pierwszy od dwunastu lat bolą mnie nadgarstki od trzymania aparatu. Fantastyczne uczucie! Jeszcze niebezpieczna wizyta w sklepiku i kierujemy się w stronę…. Hockenheim. Długo nie potrafimy dojść do siebie, ciężko podsumować to, co zobaczyliśmy. Jedno wiadomo na pewno, do Mulhouse trzeba będzie wrócić. Nie wiem dlaczego, ale poczułem również nieodpartą chęć zobaczenia na żywo wyścigu London-Brighton… Zawsze chciałem pojechać na Festival of Speed w Goodwood, LeMans, ale to akurat w pełni zrozumiałe. Natomiast powolna jazda ponad stuletnich staruszków w kłębach pary!? Czar eksponatów Mulhouse działa…

Przepraszam za nieco przydługawy tekst, mam nadzieję, że większość wytrwale przez niego przebrnie. To miała być krótka notka z wizyty w muzeum… po prostu inaczej się nie da. A o ilu rzeczach jeszcze nie napisałem…

Rafał Roguski

Cité de l’Automobile-Musée National-Collection Schlumpf - fot. Rafał Roguski

Relację z niemieckiej części touru po muzeach motoryzacyjnych przedstawimy już niebawem w drugiej części relacji.


Podobne tematy: