Tour po muzeach motoryzacji. Część druga - Hockenheim.

Kategoria: InneTour po muzeach motoryzacji. Część druga



FotoRR
15 Kwiecień 2010, 21:25
Kilka minut po siedemnastej przechodzimy przez mostek przerzucony nad Renem. Wiem, że to wyjątkowo nietrafione i idiotyczne porównanie, ale czułem się chyba tak samo, jak Adam wypędzony  z Raju… W milczeniu opuszczamy parking Cite de l’Automobile, Mulhouse i w ogóle Francję. W korku, który dopada nas niedługo po przekroczeniu „wirtualnej” granicy, zdobywam się na pierwsze, nieskładnie sklecone zdania… To co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Niesamowite, jak wielkie wrażenie może wywrzeć na człowieku przebywanie wśród czegoś, co znał dotychczas z filmów, książek, setek zdjęć…  A to dopiero pierwszy dzień…

Późnym wieczorem docieramy do Hockenheim. Kilka kilometrów od toru zwraca uwagę wymowna tabliczka Bertha Benz Memorial Route. Spoglądamy na siebie w osłupieniu. To również tutaj!?

Niebawem znajdujemy potwierdzenie. W 1888 roku, przejeżdżając m.in. przez miasto, w którym już kilkadziesiąt lat później powstanie jeden z najsławniejszych torów wyścigowych świata, żona Karla Benza dowiodła użyteczności automobilu, pokonując łącznie 194km
z Mannheim do Pforzheim i z powrotem. Pierwsza długodystansowa podróż w historii samochodu…

W południowych Niemczech gdzie nie skręcisz, wszystko związane jest z historią motoryzacji. Po prostu… wunderbar!

Wieczorem opracowujemy plan kolejnego dnia. Powstaje dylemat, co po Hockenheim. Speyer, czy Sinsheim? Wstępnie pada na Speyer, ponieważ w tym muzeum Irena z Robertem również nie byli. Jak starczy czasu, pojedziemy jeszcze do Sinsheim. Zamiast spać, czytam broszurki z Mulhouse…

Rano spotykamy się na śniadaniu. Sala restauracyjna ma okna skierowane na tor. Co jakiś czas w jedzeniu „przeszkadzają” testowane od wczesnych godzin porannych samochody wyścigowe. Zapowiada się kolejny, nieplanowany punkt programu. Osobiście, nie wierzę, że może się udać. Kilka chwil później robię już zdjęcia znad boksów, obserwując testy zespołu Veltinsa z Carrery Supercup. Znajduję się w centralnym punkcie Hockenheimringu… Nie ma porządkowych, nikt mnie nie goni. Szaleństwo. Fighter w Dallarze F3 przejeżdża właśnie zakręt po prostej startowej na 120%. Wyasfaltowana strefa ratunkowa to istne dobrodziejstwo. W górach szukalibyśmy właśnie już kilkunastu Dallar…

Po nieoczekiwanej wizycie na torze powracamy do właściwego planu, czyli Motor-sport-museum Hockenheimring. Niewielki obiekt stanowi nie lada atrakcję dla miłośników motocykli, które stanowią główną tematykę ekspozycji. Cztery kółka reprezentują głównie formuły, zarówno te niższych kategorii (przeważnie „przejściówki” stanowiące pewien etap kariery niemieckich kierowców w drodze do Formuły 1), jak i topowych „efjedynek”, w tym Williamsa FW12 Riccardo Patrese z 1989r. Nie brak także samochodów turystycznych, np. BMW E36 GTR, fantastycznego M1 Procar, czy znanych z serii DTM Mercedesa C AMG Ellen Lohr lub Calibr J.J. Lehto i H.J. Stucka. Opuszczamy Hockenheim. Na pierwszym skrzyżowaniu drogowskazy wskazują – w lewo Sinsheim, w prawo Speyer. Skręcamy w prawo…

Motor-Sport Museum Hockenheimring + testy Carrera Supercup - fot. Rafał Roguski

Tekst i foto: Rafał Roguski


Podobne tematy: