Nerwica mnie zdominowała.

Kategoria: Życie z nerwicą.



Ika
24 Kwiecień 2010, 18:17
Witam Wszystkich!Nie wiem od czego zacząć ,może tak;mam stwierdzoną nerwice!Mam z nią dużo problemów, ale obecnie szukam pomocy w takiej sprawie,że mam paniczny lęk przed lekarzami, wizytą a już nie wspomne o jakim kolwiek badaniu, a pasowało by się pobadać bo ostatnio badałam się pięć lat temu! Jak mam pokonać tą panikę bym mogła zrobić podstawowe badania!? Pomocy! Na samą myśl już mi słabo i serducho wali! Nie wiem co mam zrobić?
Biedronka
25 Kwiecień 2010, 16:55
pasowało by się pobadać


Pasowalo by do czego? Nie bardzo rozumiem. Moglabys jakos to wyjasnic, czy cos Ci dolega, czy myslisz o zrobieniu tych badan "tak po prostu"? Nie jest to jakakolwiek zlosliwosc czy atak na Twoja osobe, po prostu mi nigdy nie przyszlo do glowy robienie jakichkolwiek badan dla samych badan. Jesli cos Ci dolega, to warto poszukac, popytac wsrod znajomych o jakiegos milego lekarza i zaryzykowac, przejsc sie do niego. A jesli nic sie nie dzieje, to nie bardzo widze sens katowac sie i zmuszac sie do czegos, czego panicznie sie boisz i co pewnie nie jest niezbedne.
Larisuna
25 Kwiecień 2010, 20:41
Ja wielokrotnie robiłam badania lekarskie dla samych badań dla potwierdzenia, że jestem zdrowa Jakie te badania bym sobie nie wymyśliła wychodzi jedno jestem fizycznie zdrowa, ale ja nie mam syndromu białego kitla Badania robi się z różnych powodów Dla potwierdzenia zdrowia, w celu sprawdzenia poprawności wyników, do pracy, przy przyjmowaniu leków, przy konieczności zbadania się dokładniejszego przy jakiś dolegliwościach zdrowotnych Nie wiem co Ci poradzić żebyś mogła spokojnie zrobić sobie badania Może rzeczywiście warto poszukać popytać o miłego lekarza i po prostu pójść Z walącym sercem i uczuciem słabości, ale pójść i nawet powiedzieć lekarzowi żartem, że ma się syndrom biąłego kitla Przekonać się na własnej skórze, że nie taki diabeł straszny jak go malują W końcu badania to nic takiego Może samo zrobienie sobie tych badań wyleczy Cię ze strachu przed lekarzami To tacy sami ludzie jak każdy inny człowiek
Solo
28 Kwiecień 2010, 12:53
Ika syndrom białego fartucha  ,u mnie  powoduje niebezpieczny wzrost ciśnienia ,oblewam sie zimnym potem ,czasami wręcz dochodzi do omdleń.... Jedyna rada  informować  ,o tym lekarzy (biały personel).
Ika
15 Maj 2010, 14:57
Kochani moi, mi nie chodzi ot tak pójść sobie do lekarza by się katować! Poprostu czuje,że coś jest nie tak, tylko nie wiem na ile to powoduje nerwica a na ile po prostu coś mi jest, rzadko kiedy czuje sie tak fajnie ,tak ok, ciągle coś jak mi nie duszno,to słabo to mrużę oczy na słońcu bo mi źle patrzeć itd. itd. ,ale też wiem że nerwica,lęki i panika, za bardzo mnie zdominowały i towarzyszą mi na każdym kroku i większość złego samopoczucia to przez nich właśnie!Najlepiej czuje się wieczorami, wtedy mogę spokojnie pospacerować z psem i nie mieć przy sobie wody czy lekarstw w obawie ze będę potrzebować.Obecnie nie biorę żadnych lekarstw na receptę, postanowiłam ze dam rade i psychoterapia mi pomoże wyjść z tego wszystkiego bez leków ale teraz nie wiem czy ot tak dam rade i nie wiem czy ta psychoterapia mi pomaga bo jakoś tylko mam ćwiczyc oddech i chociaż byłam już 4 razy to na pocztę do kościoła i w wiele miejsc nie odwarze się pujść w tym i do lekarza!poradźcie co z tym wszystkim robić może jednak brac ten cital i będzie łatwiej. Dużo mogła bym pisać o mojej panice, lękach i nerwicy oj dużo! Jak wy dajecie rade z tym wszystkim!?pozdrawiam!
aulinka84
16 Maj 2010, 18:15
Może rzeczywiście bez leków nie dasz rady. Nerwica to choroba którą leczy się psychoterapią ale nie tylko- trzeba brać leki. Tym bardziej jeśli są nasilone objawy.
Niewidzialna
18 Maj 2010, 19:41
Ika  bierz leki,znam bardzo dobrze ten stan,o którym piszesz.Ja też broniłam się przed lekami,ale teraz żałuję,że tak długo.Będzie ci o wiele łatwiej,a może nawet całkiem dojdziesz do siebie.Ja już żyję normalnie,a rok temu nie wychodziłam z domu.Mało tego,już w domu mnie dopadało.I uwierz,że nerwica nie przychodzi z zewnątrz,tylko ty ją w sobie nieświadomie hodujesz,od ciebie głównie zależy czy uwierzysz,że masz siły,aby nauczyć swój umysł reagować inaczej na trudności życia.Trzymaj się też psychoterapii i tego forum,a dasz radę.Powodzenia.
Iron
19 Maj 2010, 21:15
Ika, ja też mam nerwicę i też boję się lekarzy... tyle, że u mnie to istna ironia - bo z jednej strony chętnie robiłabym sobie badania (wszak wciąż wydaje mi się, że coś mam) a z drugiej boję się, że się okaże, że naprawdę "coś" mam.      Ostatnio dla przykładu, "przerabiałam" węzły chłonne. Dzień w dzień macałam się po szyi, no i wymacałam... kulkę.      Po nocach spać nie mogłam! Każda kulka w szyi to potencjalny rak - każda kulka mnie przeraża a w szyi to można sporo takich odkryć. Tak więc macałam się przez dobre dwa tygodnie, trzęsłam na samą myśl no i szukałam w necie objawów guza. W akcie silnej desperacji obiecałam sobie, że w jakiś tam ustalony dzień pójdę do lekarza - niech lekarz wymaca i powie, co to. Przyszedł ten dzień - nie polazłam. A, bo mi się nie chciało, a, bo mogę jutro itp. Przekładałam z jeszcze większym lękiem. I ja świetnie znam siebie i swoją nerwicę i wiem dlaczego. Miałam z tym związane dwa lęki: że albo naprawdę ten lekarz mi wymaca i d-o-p-i-e-r-o- będzie, albo, że to znowu moje wkręcanie i nażrę się poraz SETNY wstydu (przecież ja co jakiś czas przyłaziłam z czymś innym).      Tak więc u mnie - to są same sprzeczności. Chcę latać po lekarzach a mimo to... nie chcę.
To jest moja nerwica. Ciągle choroby, choroby, choroby, raki, jaskry, tocznie, białaczki... kiedy się już odważę polecieć do lekarza na badania - to stres przed odebraniem wyników jest jeszcze gorszy niż przed samym badaniem. Ale PO... PO wynikach, czuję się jak nowo narodzona i sobie zawsze ładnie przysięgam, że już nigdy nic "se" nie wkręcę. Do czasu aż znowu coś wymacam, albo coś zakłuje...
Jest tak jak mówi Niewidzialna. Nerwicę się w sobie hoduje. Wiem po sobie! Ja sama choduje sobie te choroby - bo niepotrzebnie "przyglądam się" wymyślonym objawom, wałkuję.. już nauczyłam się z tym żyć. Już sobie wybaczyłam, że taka jestem, że non stop mam minę cierpiętnika i non stop truję wszystkim, że umieram. Potrafię nawet się z tego nabijać, bo cóż mi innego pozostaje... mam do tego dystans. Wiem, że do końca tego nigdy nie zwalcze, że taka moja natura - trzesącego się jajka. I chyba właśnie akceptacja tego stanu rzeczy, pomogła mi wygrzebać się z depresji.. trzeba nam zaakceptować to, co jest - cokolwiek by to nie było. Zaakceptować - i przy tym walczyć z tym czymś, regularnie biorąc leki i ewentualnie korzystać z terapii.
Ika
20 Maj 2010, 16:26
Dziękuję za odpisywanie i za porady!!!Dużo daje mi jak widzę,że nie jestem sama z tą ,,kochaną,, nerwicą :     Co dzień próbuje jej się wyzbyć,przezwyciężyć,ale raz idzie dobrze raz gorzej,a już o lekarzach to nie powiem,kompletne zero! Wzięłam się na sposób i ostatnio pojechałam z mężem na przychodnie lekarską gdzie jesteśmy zapisani.Tam mieliśmy zapisać na wizytę moją mamę, ,postanowiłam,że chociaż wejdę z nim na przychodnie co już od pewnego czasu nawet to nie było możliwe,poszłam z lekkim drżeniem rąk,biciem serducha i ogólnym lękiem, ale poszłam, myślę,że pierwszy krok za mną.Może jeszcze z raz zrobię podejście do przychodni,żeby się z tym miejscem oswoić zobaczyć,że tam nie gryzą heheheh!No mam chopla na punkcie,lekarzy szpitali,opowieści o jakichś wypadkach, no wtedy robi mi się słabo i wszystkie objawy natychmiastowo mam i nie nawidzę tego stanu!
Co ja bym dała,by być taką jak kiedyś jak pięć lat temu,chodziłam do szpitala jak ktoś ze znajomych albo z rodziny był, nie robiło mi to trudności, do lekarza też się jakoś zmusiłam, nie miałam tych myśli dręczących,było całkiem normalnie!a potem wszystko się skończyło,od momentu strasznych wydarzeń w moim życiu,najpierw nagła śmierć siostry, a za rok ciężka choroba taty i jego śmierć.Wtedy praktycznie zakończył sie normalny okres w moim życiu.Nadeszły lęki, złe samopoczucia, fobie , napady paniki,omijanie szerokim łukiem ulicy gdzie znajduje sie szpital,nie możność wejścia do niego by kogoś odwiedzić poprostu nie dawałam rady na samą myśl....itd! ten stan trwa do dziś do lekarzy, szpitali by wejść, przychodnie itd, nie radze sobie wogule jak już wiecie, teraz pokonuje powoli bym mogła wchodzić do sklepów bo też nie mogłam, byłam zablokowana w domu tu mi najlepiej.Teraz jakoś trochę lepiej funkcjonuje, pójdę do sklepu, tylko pod warunkiem ze mąż postoi w kolejce, pojadę samochodem, odwiedzę mamę,ale dużo tego jeszcze do zwalczania do normalności.Ale najgorzej idzie mi właśnie w kwestii lekarzy i by pójść na wizytę badania!A co dzień coś mi jest, źle się czuje i siedzę w domu i panikuję,że pewnie coś poważnego i tylko żeby, nie wylądować w szpitalu albo u lekarza. Tak moje myśli mnie nakręcają,że mam wizje wizyty ,pobytu w szpitalu,wszystko co złe, no w skrócie mówiąc cały czarny scenariusz, a te myśli męczą jak cholera,że tak powiem! jestem tym wszystkim zmęczona!! Jak dać temu wszystkiemu rade, jak myśleć normalnie i byle złego samopoczucia nie demonizować do pogotowia do szpitala,do poważnej choroby no i do śmierci!?Jak się przełamać do lekarzy, do badań, do tego,że może nic mi złego nie jest, może te stany to tylko nerwica!


Podobne tematy: