Brak lęku gdy wychodzisz z domu

Kategoria: Życie z nerwicą.



Phoenix
19 Wrzesień 2009, 14:23
W jednej z cytowanych piosenek czytałem - patrzę w twe oczy i widzę tylko lęk. Wiecie, zauważyłem, że jednak się trochę zmieniłem.

Wychodzę z domu i lubię mijać ludzi na ulicy, spoglądać na mijanych ludzi. Nie czuję napięcia nerwowego jak kiedyś.
Bóg może widzieć lęk w moich oczach, ale ja widzę, że jestem pewniejszy siebie.

Koleżanka N. pisała o lękach, gdy musi wyjść na miasto, podobnie kolega K., czy G. Ja kiedyś wychodziłem z klatki bloku - na ławce sąsiadki i wszystkie się na ciebie patrzą. Nie lubiłem tego.
Schizotypowe zaburzenia osobowości, nadmierny lęk społeczny - czułem lęk, nerwicę, gdy mijałem ludzi na ulicy. Nie lubiłem jak ktoś się gapi mi w oczy. W ogóle bardzo nie lubiłem, jak ktoś przypatruje się mi.

Dzisiaj idę ulicą i lubię spoglądać na mijane osoby i je mijać.

Czy ktoś z was przeszedł taką zmianę?
Biedronka
19 Wrzesień 2009, 22:34
Czy ktoś z was przeszedł taką zmianę?


Oj tak
Ja kiedys tak mialam, ze chodzilam ciagle ze spuszczona glowa, bo mialam wrazenie, ze wszyscy, ktorych mijam patrzac na mnie beda wiedzieli jak ja paskudnie sie czuje. A jak wgapialam sie w chodnik, to przynajmniej ich nie widzialam, a oni nie mogli spojrzec mi w oczy, wiec bylo jakos latwiej.
Teraz jest zupelnie inaczej - po prostu nie zastanawiam sie nad tym. Bo nie powiem, zebym jakos specjalnie ogladala przechodniow, po prostu w zaden sposob mi oni nie przeszkadzaja
koomaa
20 Wrzesień 2009, 08:00
Biedronka,

Biedroneczko i ja tak miałm.Miałm tez tak,ze wogóle zamykałm sie na wszystkie zamki i nawet gdyby sie paliło nie wiem czy bym wyszła.

Dzisiaj wychodzę sama, uczeszczam na basen, chodze na przedstawienia, a kiedy napadaja mnie leki przed wyjsciem prosze o podwiezienie mnie i odebranie np. z teatru. Dziwne,ze miewam leki w środkach komunikacyjnych, na ulicy a w teatrze, czy operze, gdzie jest pełna sala jestem na luzie. Myslę,ze za duzo w TV pokazuja napadów a w mojej głowie wtedy tworzy sie film dokumentalny, który napaja lękiem.
Iron
21 Wrzesień 2009, 13:18
Też tak miałam!      W silnej nerwicy.. najgorzej jak ktoś stał w dosłownej "bramie" a ja musiałam koło tego kogoś przejść i ten ktoś to była grupka facetów..      Od razu jakieś dziwne uczucie, giry jak z waty, nawet czułam, że "idę nerwowo", jakbym się miała conajmniej wyrżnąć, paść na glebę..      Takie przyciąganie ziemskie - tak to sobie nazwałam. Albo chodzenie po smole? Jakkolwiek to brzmi, takie zjawisko istnieje, na tle nerwowym. Gapienie się na boki albo w nasz ukochany chodnik. Albo udawanie, że pisze się esemesa, albo gada przez telefon - też przerabiałam!      Nawet Wam już chyba mówiłam, jak kiedyś stałam na przystanku, kątem oka widziałam - podejrzewałam, że stoją moje sąsiadki - i udawałam, że dyskusję przez telefon prowadzę. A bo tak łatwiej. Bo nie podejdą i ja nie będę musiała podejść. No to sobie "gadam" w najlepsze i nagle.. znajomy mi dźwięk.. telefon zadzwonił. Moja reakcja - serce w gardle. Jak można gadać przez telefon, kiedy ten właśnie dzwoni?
Sytuacji takich miałam od liku. Ale myślę, że pokonałam. Pierwszy raz to uczucie opuściło mnie na jednym z koncertów punk-rockowych. Tam ludzie się wyłącznie sobą zajmują, i nawet jak wkroczy w tłum ktoś dobitnie ekscentryczny - to wszyscy jakby tego nie widzieli. Mogłabym tam na samym staniku wyparować i niewiadomo co robić - a i tak w takim miejscu będzie to normalne. I tam nie miałam żadnych oporów. Silna nerwica, fobia społeczna - a ja szaleję na środku sceny obok lokalnej gwiazdy. To był pierwszy raz kiedy złamałam moją fobię społeczną.
I sobie tak patrzę na ludzi.. przecież co ich obchodzi, że idzie sobie taka ja ulicą.. na twarzy nic nie mam, nazwiska nie znają, nic głupiego nie robię - robię to, co wszyscy. Więc czemu mieliby się akurat na mnie gapić.. Dłuugo to trwało, zanim to do mnie dotarło. Ale wróciłam do siebie - czyli ludzi się już nie boję, nie wstydzę. Wręcz przeciwnie, nauczyłam się nawet z nimi gadać. Np. na przystanku, kiedy na PKS-a muszę czekać godzinę. Pogadam sobie z jakąś babcią o gołębiach (o chorobach hehe), o pogodzie.. kiedyś to było nie do pomyślenia.
Klusia
21 Wrzesień 2009, 17:20
Czy ktoś z was przeszedł taką zmianę?


Ja niestety nie, znaczy nie do końca. Jak mijam grupkę kolesiów-dresików-skejcików-żelusiów na ulicy to mam ścisk w żołądku, że zaraz polecą jakieś kpiny, wyzwiska. Bo wyglądam trochę niekonwencjonalnie, ale nie zamierzam tego zmieniać. To ci ludzie mają problem, nie ja. Ja po prostu muszę się nauczyć to olewać i ignorować. Taki dupek ma 10 sekund rozrywki, a ja potem się męczę... Ale tacy ludzie też muszą istnieć, abyśmy mogli doceniać tych wartościowych, jak to ujął mój kolega. :]

Ale sprawy w urzędzie, banku itp już umiem coraz lepiej załatwiać.
Iron
21 Wrzesień 2009, 19:26
Klusia... olej żuli

1. ŻULE - zazwyczaj są tak nawalone - że nawet nie widzą, że idziesz. A nawet jak widzą to myślą skąd wziąść trochę siana na wódę.. A nawet jeśli widzą i patrzą - to widzą w Tobie nadzieję na 2 złote..

2. DRESY - zazwyczaj są tak zafascynowani gadaniem i przechwałkami - że nie rozglądają się za chodzącymi po ulicy - a nawet jeśli tak - to nie jesteś skinem i na pewno się nie odezwą..

3. SKEJCIKI - tylko kręcą się na głowach, na rękawach i myślą wyłącznie o swoim sporcie.

4. NUDZIAŻE CO STOJĄ I OGÓLNIE PATRZĄ - a niech się patrzą, żadko coś pada z ich ust, bo to oni się wstydzą, że nic nie robią, tylko stoją i "patrzą"

5. STARE BABY - są zajęte rozmowami o Radiu Maryja i chorobach, jesteś za młoda, więc Cię w te dyskusje nie zaangażują..

6. DZIECIAKI - no te to mogą czasem coś powiedzieć.. ale kto by się dzieciakami przejmował? Wystarczy postraszyć "matką" i więcej odzywek niet.

A w razie, gdyby jakieś komenty padały.. trzeba się ładnie odwrócić i powiedzieć; "spier...j". Krótkie, dobre i skuteczne.
Klusia
21 Wrzesień 2009, 19:46
Hehe.
Niestety z chamskimi komentarzami i uwagami na ulicy spotykam się bardzo często, głównie ze strony młodych facetów. Tych, dla których laska musi różową blondi z solarium, każda inna jest nic nie warta.
Widocznie to jest ich sposób na życie - powiedzą coś chamskiego o obcej osobie na ulicy i myślą, że są fajni. Nie chcę nikogo pochopnie oceniać, ale co tacy ludzie sobą reprezentują? Żel, disco, komóra, piłka nożna i wyrywanie różowych barbiszonów. Na szacunku takich ludzi naprawdę mi nie zależy.
Boli mnie tylko, że nic nie mogę z takim czymś zrobić, nie pobiję ich przecież.

Zresztą ludzie tego typu potrafią zaczepiać dosłownie każdego - ten ma takie włosy, tamten okulary, jeszcze inny jakąś tam torbę, albo nawet sposób chodzenia. Taki mają sposób na życie, bo na nic więcej ich nie stać. Cóż, na zdrowie.

Pewnie, można powiedzieć "spier....", kiedyś w chorobie robiłam tak wielokrotnie, ale teraz wolę to zignorować. To zaboli takiego dupka znacznie bardziej, niż przekleństwo, jak zobaczy, że jego "dowcip" nie robi na "ofierze" żadnego wrażenia. Bo na pozór nie robi, ale potem długo to przetrawiam i nieraz mam zepsuty potem cały dzień (chociaż koleś za 10 sekund o mnie zapomina). I uczę się to olewać. Jak to ujął znajomy- nie ma co się przejmować kupą, niech leży na trawie jak leżała. ;]
kwiatuszek
10 Luty 2010, 18:14
Ja sie takimi komentarzami wcale nie rzejmuje i dobrze mi z tym


Podobne tematy: