Wspomnienia, wspomnienia...

Kategoria: Historia



Mjollnir
2005-05-11, 12:05
Zapraszam do wspomnień    .... czyli:
jak pamiętacie Szadek z dawnych lat.
Zabawy, ulubione miejsca których już nie ma albo wyglądają inaczej, szczegóły które mogły umknąć innym.

Ja pamiętam np. jak w Rynku po środku wschodniej pierzei był kiedyś sklep monopolowy, do którego jako mały dzieciak woziłem sankami puste butelki po wódce pozbierane w okolicach GS-u...wtedy jeszcze się opłacało zbierać
blokers-wilamowska
2005-05-12, 23:28
ja to pamietam jak graliśmy w kóre koło pani Gralakowej i nas pedzel zawsze ganiał,ale mielismy wtedy radoche...teraz w tym miejscu jest strasznie doże psich kupek.przydał by się jakis hycel od czasu do czasu.
Leon
2005-05-13, 19:19
Ja pamiętam, że kiedyś w lasku za cmentarzem  były ławeczki, stoliczek itd. było sobie gdzie przysiąść.
Myślę że teraz też przydałoby się takie miejsce
DJArnold
2005-05-13, 20:32
Witam

Leon nie ma to jak spokojne miejsce do pogawędek i przechylenie kilku browarków w miłym towarzystwie .
Teraz taki stoliczek i ławeczki są za Warckim mostem na początku lasu po lewej stronie.
Ale to trochę za daleko na browarowe eskapady

Pozdrawiam
DJArnold
Leon
2005-05-13, 23:51
Masz rację jest takie miejsce ale to raczej na przystanek przy rowerowej eskapadzie, chociaż jak na przystanek to od Szadku żaden dystans żeby się zmęczyć (ewentualnie po drodze browarami)
Myślę że sensowne byłoby takie miejsce gdzieś blisko, bo w Wilamowie to mają a my??
kowalk8
2005-05-16, 16:08
takiej mjejscówki jak GARAGE PLACE w MGOK już chyba nigdy nie będzie
teraz nawet nie ma gdzie grać u Gacka na strychu sąsiadom przeszkadza
a w starym dorym garażu rupieciarnia
Irek
2005-05-16, 19:20
Nie wiem czy pamiętacie, w lesie obok cmentarza żydowskiego, stał kiedyś stolik w kształcie "grzyba", a przy nim ławeczki. Oj niejedno tam poszło. W dołach też było kiedyś OK, jednak dzisiaj gdzieś w tajemniczych okolicznościach poginęły ławeczki.
Mjollnir
2005-05-17, 12:06
Nie wiem czy pamiętacie, w lesie obok cmentarza żydowskiego, stał kiedyś stolik w kształcie "grzyba", a przy nim ławeczki. Oj niejedno tam poszło. W dołach też było kiedyś OK, jednak dzisiaj gdzieś w tajemniczych okolicznościach poginęły ławeczki.



Pamiętamy Irek,
pisałem nawet o tym już w innym temacie. Też można byłoby zapytać władz czy jest szansa na "odbudowę" tego miejsca.

A tak a propos wspomnień: opowiem Wam jak na Widawskiej straszyło przed wojną
W tym czasie ojciec (rocznik 1929) mieszkał wraz z dziadkami na Widawskiej w starym drewnianym domu mniej więcej naprzeciw 1 bloku patrząc od strony przedszkola. Wśród okolicznych ludzi rozeszła się wiadomość że na Widawskiej straszy-ludzie widzieli ducha. Pojawiała się nagle duża biała zjawa i nagle gdzieś znikała bez śladu. Podobno to zjawisko wyleczło z pijaństwa na jakiś czas kilku szadkowskich jegomościów bo się bali ducha
Tylko mój dziadek mający powiedzmy "olewacki' stosunek do takich spraw śmiał się głośno z babci i postanowił to sprawdzić.
Pewnego dnia obudził nad ranem ojca i kazał mu wziąć worek i fest kija mówiąc ze śmiechem "-Franek, będziemy ducha łapać" Ojciec oczywiście miał miękko w majtach, ale dziadek był spoko facetem, więc mój ojciec poszedł grzecznie i zrobił to co mu jego ojciec kazał. Okazało się, że gdzieś w połowie drogi pomiędzy obecnym przedszkolem a mostem jest jakaś zapomniana rura melioracyjna i tam właśnie się ten duch chował.
Dziadek kazał wziąć ojcu kija i pójść z jednej strony a sam wziął worek na ducha i poszedł z drugiej każąc ojcu robić raban
Po chwili zwołał ojca i poszli z duchem do domu. Okazało się że tym duchem był wielki biały królik, który komuś zwiał.
Na Widawskiej przestało straszyć, a w domu babcia zrobiła taką ucztę z ducha, że starczyło na parę tygodni
Irek
2005-05-17, 12:43
Kolejnym duchem jaki był i dość niedawno był sobie duszek na cmentarzu św. Idziego. Otóż wieczorami przechodzący tamdęty ludzie słyszęli pogwizdywania. Któregoś wieczora, wracając od kumpla trochę nawiany     również usłyszałem to pogwizdywanie. Poszedłem w tym kierunku, a był wieczór no może już nocka. Zbliżałem się do gwizdacza, gdy nagle ów gwizdacz przefrunął nad głową. Wiadomo, cisnienie zwiększyło się nagle jak i puls. No ale ciekawośc to ciekawość. Okazało się bowiem, że to nasza lokalna sowa, która zamieszkiwała  sobie w wieżyczce na kościele. Obecnie jak zobaczycie otwory do wieżyczki są zatkane siatką, a szkoda bo może duszek by żył do dzisiaj a jak nie on to może dzieci duszka.
Mjollnir
2005-05-17, 14:33
A pamięta jeszcze ktoś z Was jak kręcili w Szadku film pt. "Romans z intruzem"?
To była jazda dopiero! Chałupę na Rynku spalili (pamiętam jak paradowałem z ojcem po Rynku z plastiowy ruskim automatem na baterie, ale miałem radochę!), repliki wozów opancerzonych po mieście jeździły, moja babcia jak zobaczyła statystę "Niemca" to przeżegnała się ze słowami "Matko Boska, Józefie święty" . A na polu za ulicą Parczewskiego normalnie bitwa była hehe Pamiętam że autobusy PKS odjeżdzały spod "Regionalnej" a całe miasto było piachem wysypane żeby asfaltu na filmie nie było widać.
DJArnold
2005-05-17, 14:38
To była fajna sprawa - makiety czołgów z silnikami syrenek Widawską jeździły:-)
kioski obite dechami. I łusek ślepaków nazbierać było można. Raz z kumplem biegaliśmy po rynku ze świecą dymną.

Frajda niesamowita była
Mjollnir
2005-05-17, 14:46
Ale największą jazdą bez trzymanki jaką pamiętam to wielka operacja ratunkowa na Senatorskiej - kangura żeśmy ratowali...
Zleciała się cała banda dzieciaków z tej i okolicznych ulic, bo obok tylnego wejścia do cukierni Chmieleckiego kangur się w lodzie uwięził. Było to zimą i na ulicach zamarzała woda lecąca z rynien. Nie pamiętam już detalicznie kto pierwszy zauważył tego kangura pod rynną, ale zaraz polecieliśmy po najróżniejsze narzędzia do domu, żeby go z tego lodu uwolnić. Wszystko było, wózki do transportu, młotki, szpadle, ja mamie sól podwędziłem z kuchni i przytargałem na ulicę żeby lód się lepiej topił (bo widziałem jak ojciec topił lód na schodach solą), nawet żeśmy plan obmyślali kto pociągnie wózek z kangurem do "lecznicy" (dziś MDK). Ale, że nie mogliśmy sobie dać rady, bo kangur był już nieźle pod lodem to całą bandą polecieliśmy po mojego ojca z płaczem, że kangurowi zimno. No i wtedy nastąpiła tragedia, bo jak ojciec kangura zobaczył to się okazało że to nie kangur tylko zdechły szczur tyle tylko jak tam zdechł pod rynną to jakoś się tak ułożył, że na kangura wyglądał ...
gość
2005-05-17, 16:29
Ja pamiętam jak pod blokami na Wilamowskiej mieliśmy boisko do piłki nożnej i z kolegami zrobiliśmy szałas w którym kiedyś zapaliliśmy ognisko no i szałas się spalił
I w ogóle moda była na szałasu w parku też je budowaliśmy i mielismy swoje twierdze. Zawsze było jakieś zajęcie. Teraz jakoś dzieciaki nie potrafią się bawić. Nie maja żadnych pomysłów na dobrą zabawę
Boniek
2005-05-17, 16:32
gosc ma racje dzieciaki moga przez takie cos wpasc w zle towazystwo lub w cos jeszcze gorszego on ma racje
Irek
2005-05-18, 20:06
odnośnie filmu, jaki nagrywali w Szadku napiszę Wam fajne zdarzeżenie. Otóż któregoś dnia kiedy to na rynku był rozsypany piach, wisiały też szyldy z II wojny. Nagle na rynek wjechał jakiś gość, prawodopodobnie nie szadkowiak, wysiadł z auta i pobiegł czym sił w nogach do apteki. Z tym, że szyld apteka był powieszony nad starą poczekalnią, Facet wpadł do "apteki" wypadł jeszcze szybciej, rozgląda się po rynku i czyta te dziwne napisy na szyldach "kapeluśnik" itp. W końcu zaczepia kogoś miejscowego i pyta się co jest tu grane w tym mieście. Na to o ile pamiętam jakaś kobitka odpowiada <Romans z intruzem Panie"
Mjollnir
2009-10-31, 10:02
A pamięta ktoś (albo ma zdjęcia) jak na boisku Victorii była jakaś lepsza impreza i lądowały wojskowe śmigłowce? To mogło być gdzieś w... 1984 r. Pamiętam to jak przez mgłę. Może 40. lecie PRL?


Podobne tematy: